Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2019. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2019. Pokaż wszystkie posty
Spełniacze Małgorzata Falkowska

09:43

Spełniacze Małgorzata Falkowska




Spełniając marzenia słabszych, innych, możemy sprawić również wielką radość sobie! To miał być zwyczajny projekt na studia.


Dominika, Maciej, Julian mieli pomysł, by spełniać marzenia. Zaczęło się od listów dzieciaków z pobliskiego Oratorium, jednak dzięki determinacji trójki przyjaciół i z pomocą profesora Kellera, swoją działalność rozpoczęła Fundacja Spełniacze. 
12 miesięcy w roku - 12 marzeń do spełnienia.*

Małgorzata Falkowska jeszcze nigdy nie wzruszyła mnie do tego stopnia, nie wzbudziła we mnie tak wiele emocji i nie zmusiła do refleksji... chapeau bas!


Wszystkie historie zawarte w książce są pełne różnobarwnych emocji. Jednak najbardziej wzruszył mnie jeden z listów pewnego chłopca. A może nie tyle wzruszył, ile zmusił do refleksji... chłopiec miał wszystko najlepsze sprzęty, wypasione zabawki i kółka tematyczne, jakie tylko dobie wymarzył. Wiecie, czego mu brakowało? Miłości! Ta historia uświadomiła mi coś, o czym czasami zdarza nam się zapomnieć w pośpiechu dnia codziennego w czasie pracy i między kolejnymi zajęciami dodatkowymi — nasze dzieci przede wszystkim chcą nas, miłości, uwagi, magicznego czasu spędzonego tylko z nami. Nie zapominajmy o tym albo przynajmniej starajmy się wygospodarować, choć kilka chwil z naszymi pociechami bez telefonów, komputerów... czasami rodzice nawet nie znają swoich dzieci i to jest przykre.






Spełniacze to taka opowieść o dobrych duszach, które mają za zadanie spełniać dziecięce marzenia. Ciągle wierzę, że takich ludzi będzie coraz więcej. Że miłość, chęć niesienie pomocy i przede wszystkim szacunek dla bliźniego będzie na każdym kroku. Historia Małgorzaty Falkowskiej uświadomiła mi, jak ważne jest nie tylko brać, ale przede wszystkim dawać. Mam wrażenie, że nasi bohaterowie tak bardzo zakręcili się w chęć niesienia pomocy, że być może przekonają do dobrych uczynków innych... na przykład czytelników tej książki.


Mnie Spełniacze udowodniły, że warto siać ziarno dobra, warto się dzielić, pomagać. Małgorzata przywróciła mi wiarę w ludzi i podkreśliła znaczenie słów, że dobro zawsze wraca. Warto je cenić i ważne, abyśmy o tym pamiętali zawsze nie tylko od święta. Nie wiadomo, w jakiej sytuacji my się znajdziemy za rok, miesiąc czy z kilka dni... wierze w powracające dobro i zło, więc lepiej czynić to pierwsze...



Spełniacze to pełna emocji opowieść o dziecięcych marzeniach, o trudach codzienności, o tym, że nie zawsze jest kolorowo... czasami w życiu dominuje szarość. Powieść jest tak bardzo realna, że myślę, że śmiało mogłaby się wydarzyć gdzieś tuż obok nas. Podróż do świata tych młodych, dzielnych i pomocnych ludzi zmusił mnie do wielu refleksji! Moim zdaniem to książka, która może zmieniać światopogląd! Polecam wszystkim tym, którzy chcą od książki czegoś więcej niż tylko pustej historii!



Małgorzata Falkowska
Data wydania:
30.11.2019 r.
Wydawnictwo: Inanna
Literatura obyczajowa, piękna
*Opis pochodzi od wydawcy

Rzeka kłamstw Edyta Świętek.

08:54

Rzeka kłamstw Edyta Świętek.





Zawirowania życia doprowadzają nas czasami do ostateczności. Bezradność, miłość, nienawiść i bezsilność dotykają każdego z nas — to jedne z odcieni życia...


*Elżbieta i Tymoteusz niedawno wprowadzili się do przestronnego mieszkania na osiedlu Kapuściska. Tymoteusz ma przed sobą świetlaną przyszłość i dobrze zapowiadającą się karierę. Elżbieta i Tymoteusz niedawno wprowadzili się do przestronnego mieszkania na osiedlu Kapuściska. Tymoteusz ma przed sobą świetlaną przyszłość i dobrze zapowiadającą się karierę. Elżbieta i Tymoteusz niedawno wprowadzili się do przestronnego mieszkania na osiedlu Kapuściska. Tymoteusz ma przed sobą świetlaną przyszłość i dobrze zapowiadającą się karierę. Elżbieta i Tymoteusz niedawno wprowadzili się do przestronnego mieszkania na osiedlu Kapuściska. Tymoteusz ma przed sobą świetlaną przyszłość i dobrze zapowiadającą się karierę.



Kazimierz, choć pasjonuje się kryminologią, z którą wiąże się jego praca zawodowa, jest nieustannie namawiany do wstąpienia w szeregi Służby Bezpieczeństwa. Jego ukochana żona Ewa marzy o karierze wokalnej. Agata nie potrafi odnaleźć się w roli statecznej mężatki. Młoda polonistka wciąż wdaje się w romanse z innymi mężczyznami. Eugeniusz wciąż pakuje się w różne tarapaty. Krewki młodzieniec wpada nie tylko w ręce Służby Bezpieczeństwa, ale również w sidła miłości.*



Akcja powieści dzieje się w latach siedemdziesiątych XX wieku, w Polsce jest to okres pełnego komunizmu. W niektórych bohaterach widać zacietrzewienie na obecne rządy — głównie ten gniew i sprzeciw widać w postaci Eugeniusza, którego bardzo polubiłam, popierałam jego działania i chęć walki. To właśnie dzięki takim osobom jak Gienek dziś mamy wolną Polskę. Byli też tacy, którym w Polsce Ludowej żyło się dobrze, byli w partii czerpali korzyści... które tak naprawdę zakładały im klapki na oczy i odbierały możliwości racjonalnego myślenia i chłodnej kalkulacji sytuacji.





Z postaci, które zapadły mi w pamięć, poza Eugeniuszem, jest również Elżunia (bratowa Gienka). Kobieta styrana życiem, opieką nad czwórką małych dzieci... mam nadzieję, że w dzisiejszych czasach kobiety trafiają na prawdziwych mężczyzn, którzy ze swojej żony nie chcą zrobić praczki, sprzątaczki, opiekunki do dzieci i maszyny do prokreacji... bo nawet nie człowieka. Historia Elżbiety wzbudziła we mnie tak wiele skrajnych emocji, kobieta ewidentnie potrzebowała pomocy, nie tylko fizycznej przy opiece nad dziećmi, ale przede wszystkim psychicznej. Mam jednak wrażenie, że w tamtym okresie wszelkie depresje poporodowe były traktowane jak fanaberie i sprowadzane do tego, że kobieta zwyczajnie nie radzi sobie z dzieciakami. Edyta Świętek stworzyła postać Elżuni, tak bardzo wiarygodnie, że czułam wszelkie emocje, które nią targały. Kobieta wpadająca z jednej ciąży w drugą, coraz bardziej zamykająca się ze swoimi bolączkami obolała psychicznie niekochana i czująca się źle w swoim domu, w swoim ciele... Autorka w taki sposób opisała jej historie, że momentami miałam ochotę wejść do książki i zwyczajnie po ludzku ją przytulić.



Najgorszą postacią okazała się Agata... i to nie dlatego, że autorka nie przyłożyła się do jej kreacji. Wręcz przeciwnie postać ta jest prawidłowo wykreowana. To osoba kontrastująca z Elżbietą, a jednocześnie taka, której nie potrafiłam polubić. Miała wszystko, o czym Elżbieta nawet nie śniła i nie mówię o dobrach materialnych, ale o kochającym mężczyźnie, pomocy do dzieci w postaci matki i dobrej pracy... a jednak niczego nie potrafiła docenić, wciąż szukała czegoś innego, chodziła z głową w chmurach i mam nadzieję, że w kolejnej części upadnie boleśnie na tyłek, bo należy jej się to jak nikomu innemu.



Historia napisana jest w sposób lekki, choć autorka porusza całą gamę rozmaitych problemów. Jedne z nich są codziennością nawet wśród dzisiejszych małżeństw, rodzin. Choć czasy zupełnie różnią się od tego, co mamy dziś, to miałam wrażenie, że mentalność niektórych ludzi wciąż tkwi w miejscu.



Wielki plus za drzewo genealogiczne znajdujące się na początku książki. Ja, jako osoba, która ma wielki problem z zapamiętaniem imion i powiązań rodzinnych wiele razy zaglądałam do drzewa, aby skojarzyć istotne fakty. Oczywiście pod koniec książki już kojarzyłam, co kto z kim i dlaczego, ale na początku, gdy tylko się zgubiłam w imionach (bolączka nawet w życiu codziennym) zaglądałam na pierwsze kartki i kojarzyłam wszystko pięknie i sprawnie.





Rzeka kłamstw to wstęp to serii Grzechy młodości. Dla mnie to idealne preludium do dalszych tomów, a zakończenie zostawiło mnie z rozdziawioną buzią i niemym zaskoczeniem malującym się na twarzy. Nie mogę się doczekać, jak to wszystko się rozwinie, jak się poukłada i co jeszcze autorka zrobi tym bohaterom.



Jeżeli szukacie książki, która wyróżniają się kunsztem autorskim, lekkim stylem i codziennymi emocjami to Rzeka kłamstw jest książką dla was. Kwintesencja polski ludowej zaściankowości, a zarazem ciekawości i otwartość na to, co nowe. Pełna emocji, bólu, zdrady i rodzinnych zatargów opowieść o tym, co w życiu powinno być ważne, a co przysłania wszelkie wartości. Polecam!



Rzeka kłamstw

Edyta Świętek
Cykl: Grzechy młodości (tom 1)
Data wydania:
2019-08-20
Liczba stron:
432
Wydawnictwo:
Replika
Kazimierz, choć pasjonuje się kryminologią z którą wiąże się jego praca zawodowa, jest nieustannie namawiany do wstąpienia w szeregi Służby Bezpieczeństwa. Jego ukochana żona Ewa marzy o karierze wokalnej.
Agata nie potrafi odnaleźć się w roli statecznej mężatki. Młoda polonistka wciąż wdaje się w romanse z innymi mężczyznami.
Eugeniusz wciąż pakuje się w różne tarapaty. Krewki młodzieniec wpada nie tylko w ręce Służby Bezpieczeństwa, ale również w sidła miłości.Kazimierz, choć pasjonuje się kryminologią z którą wiąże się jego praca zawodowa, jest nieustannie namawiany do wstąpienia w szeregi Służby Bezpieczeństwa. Jego ukochana żona Ewa marzy o karierze wokalnej.
Agata nie potrafi odnaleźć się w roli statecznej mężatki. Młoda polonistka wciąż wdaje się w romanse z innymi mężczyznami.
Eugeniusz wciąż pakuje się w różne tarapaty. Krewki młodzieniec wpada nie tylko w ręce Służby Bezpieczeństwa, ale również w sidła miłości.Kazimierz, choć pasjonuje się kryminologią z którą wiąże się jego praca zawodowa, jest nieustannie namawiany do wstąpienia w szeregi Służby Bezpieczeństwa. Jego ukochana żona Ewa marzy o karierze wokalnej.
Agata nie potrafi odnaleźć się w roli statecznej mężatki. Młoda polonistka wciąż wdaje się w romanse z innymi mężczyznami.
Eugeniusz wciąż pakuje się w różne tarapaty. Krewki młodzieniec wpada nie tylko w ręce Służby Bezpieczeństwa, ale również w sidła miłości.Elżbieta i Tymoteusz niedawno wprowadzili się do przestronnego mieszkania na osiedlu Kapuściska. Tymoteusz ma przed sobą świetlaną przyszłość i dobrze zapowiadającą się karierę.
Kazimierz, choć pasjonuje się kryminologią z którą wiąże się jego praca zawodowa, jest nieustannie namawiany do wstąpienia w szeregi Służby Bezpieczeństwa. Jego ukochana żona Ewa marzy o karierze wokalnej.
Agata nie potrafi odnaleźć się w roli statecznej mężatki. Młoda polonistka wciąż wdaje się w romanse z innymi mężczyznami.
Eugeniusz wciąż pakuje się w różne tarapaty. Krewki młodzieniec wpada nie tylko w ręce Służby Bezpieczeństwa, ale również w sidła miłości.Elżbieta i Tymoteusz niedawno wprowadzili się do przestronnego mieszkania na osiedlu Kapuściska. Tymoteusz ma przed sobą świetlaną przyszłość i dobrze zapowiadającą się karierę.
Kazimierz, choć pasjonuje się kryminologią z którą wiąże się jego praca zawodowa, jest nieustannie namawiany do wstąpienia w szeregi Służby Bezpieczeństwa. Jego ukochana żona Ewa marzy o karierze wokalnej.
Agata nie potrafi odnaleźć się w roli statecznej mężatki. Młoda polonistka wciąż wdaje się w romanse z innymi mężczyznami.
Eugeniusz wciąż pakuje się w różne tarapaty. Krewki młodzieniec wpada nie tylko w ręce Służby Bezpieczeństwa, ale również w sidła miłości.Elżbieta i Tymoteusz niedawno wprowadzili się do przestronnego mieszkania na osiedlu Kapuściska. Tymoteusz ma przed sobą świetlaną przyszłość i dobrze zapowiadającą się karierę.
Kazimierz, choć pasjonuje się kryminologią z którą wiąże się jego praca zawodowa, jest nieustannie namawiany do wstąpienia w szeregi Służby Bezpieczeństwa. Jego ukochana żona Ewa marzy o karierze wokalnej.
Agata nie potrafi odnaleźć się w roli statecznej mężatki. Młoda polonistka wciąż wdaje się w romanse z innymi mężczyznami.
Eugeniusz wciąż pakuje się w różne tarapaty. Krewki młodzieniec wpada nie tylko w ręce Służby Bezpieczeństwa, ale również w sidła miłości.
Tak smakuje miłość Agata Przybyłek

17:47

Tak smakuje miłość Agata Przybyłek





Podobno wina przy rozwodzie zawsze leży po dwóch stronach... żony i teściowej. W tym wypadku raczej męża i teściowej i nawet bardziej teściowej jak samego męża. Powód rozstania wydaje się absurdalny, ale jak poszukam w myślach wszelkich maminsynków, których znam, to może wcale nie tak absurdalny, jak wydaje się na pierwszy rzut oka?


Teściowa Oli odkryła na stare lata nową pasję – wróżbiarstwo. Któregoś dnia stawia karty swojemu synowi. Niestety, przyszłość jawi się w czarnych barwach. Za radą kart (i mamusi), mąż Oli odchodzi.


Choć Ola jest znaną blogerką kulinarną i nie istnieje danie, którego nie potrafiłabym przygotować, nie zna tego najważniejszego przepisu – na miłość…


Ola wraca w rodzinne strony, by wyremontować stary dom pośrodku lasu i obiecuje wyjść za pierwszego mężczyznę, który zechce tam z nią zamieszkać. Przychodzi jej do głowy tylko jeden zawód, jaki pozwala na pracę w dowolnym miejscu – pisarz. Choć pomysł był tylko żartem, niedługo później na horyzoncie pojawia się młody i przystojny autor powieści z dreszczykiem…*





Agata Przybyłek zagościła wśród moich ulubionych polskich autorek już przy debiucie, każdą kolejną książką udowadniała mi, że polubimy się na dłużej. Tak było i tym razem w przypadku Tak smakuje miłość, autorka ponownie stawia na humor sytuacyjny, ciekawe dialogi i emocje, które w niektórych momentach biorą górę.


Nie sądziłam, że kiedykolwiek zaczną zaczytywać się w powieściach obyczajowych, a w ostatnim czasie odkrywam, że mam z nim sporo wspólnego, dorosłe codzienne problemy, o których się niewiele mówi, a które jednak dotykają każdego z nas. Troski i zmartwienia przeplatane chwilami radości i beztroski, ot życie w pełnej krasie.


Agata Przybyłek po raz kolejny zaskoczyła mnie kreacją postaci. Nie wiem, jak autorka to robi, ale choć bohaterki z książek Agaty to kobiety takie jak my wszystkie, to jednak każda w jakiś sposób się od siebie różni. Zupełnie różne charaktery pełna paleta emocji i uczuć, które targają postaciami, sprawiają, że bohaterowie w książkach Agaty Przybyłek są niezwykle realni i zupełnie nie odbiegają od ludzi, których znamy w codziennym życiu.

W przypadku Oli tak jak już mówiłam, powód rozwodu wydaje się zupełnie oderwany od rzeczywistości, może odrobinę naciągany, a jednak wzbudzający pewien rodzaj emocji. Nie wiedziałam, czy mam śmiać się, czy płakać nad losem tej bohaterki, doszłam jednak do wniosku, że przez całą fabułę będę jej zwyczajnie w świecie kibicować, aby szybko stanęła na nogi i zaczęła budować swoją nową rzeczywistość.


Tak smakuje miłość to historia o końcu i początku czegoś nowego. W życiu często zamykamy jakieś etapy, aby otworzyć inne, podjąć inne wyzwania i zmierzyć się z innymi przeciwnościami, ta książka jest jak życie pełna radości, niekontrolowanych chwil szczęścia, ale również mniejszych i większych dramatów. To opowieść o życiu i wszelkich jego barwach.


Agata Przybyłek
Data wydania:
2019-09-18
Wydawnictwo:
Czwarta Strona


Literatura obyczajowa
Dwanaście warunków Pani Prezes Marta Milda

10:05

Dwanaście warunków Pani Prezes Marta Milda




Do debiutantów podchodzę jak pies do jeża. Nie twierdzę, że nie można na pierwszy „strzał” napisać dobrej książki, raczej obawiam się autora i jego reakcji na opinie. Tym razem dałam szansę kolejnej polskiej powieściopisarce, kolejnej autorce piszącej powieść z gatunku erotycznej... czy warto było dać szansę tej książce?


*Młody student i bogata Pani Prezes... czy to możliwe, by chodziło o coś więcej niż seks?

Dwudziestoletni Michał, niezwykle przystojny student historii Uniwersytetu Wrocławskiego, pracuje dorywczo w myjni samochodowej, by zarobić na utrzymanie, naukę i leczenie schorowanej matki. Kiedy pewnego dnia w jego miejscu pracy pojawia się czterdziestotrzyletnia pani Marta, bogata i elegancka właścicielka nowiutkiej czarnej hondy, chłopak czuje się onieśmielony tak piękną klientką, a jednocześnie zaintrygowany wysokim napiwkiem, jaki mu zostawiła. Jej nietypowa, intymna propozycja będzie początkiem serii namiętnych spotkań, które przerodzą się w relację pełną erotycznych niedopowiedzeń, gorzkich tajemnic i perwersyjnych pragnień...
Jak mroczne sekrety ukrywa w swojej luksusowej alkowie ekscentryczna kochanka? Czy młodemu mężczyźnie wystarczy sił i odwagi, aby przekroczyć niebezpieczną granicę strefy pożądania i stoczyć walkę z bezwzględną diablicą? Czyżby jego oczy potrafiły dostrzec więcej niż tylko powalający widok z okien jej eleganckiego apartamentu?
*




Zupełnie odwrócony schemat, jaki spotkałam w powieści Marty Mildy, przypadł mi do gustu. Już wprawdzie czytałam powieści z takim odwróceniem zdarzeń, ale zawsze to jakiś powiew świeżości w świecie takich samych erotyków. Autorka w swojej debiutanckiej książce postawiła na narrację trzecioosobową, muszę przyznać, że wyszło jej to na plus, ponieważ narrator wszechwiedzący idealnie sprawdził się w przypadku tej historii, dzięki temu mogliśmy poznać każdą z postaci dokładnie. Ekspozycja bohaterów została równomiernie rozłożona na wiele rozdziałów, dzięki temu nie zostajemy zanudzeni przydługimi opisami postaci, a dostajemy ważne informacje przez cały czas trwania fabuły.



Niestety powieść ma też minusy, kuleje korekta i moim zdaniem zabrakło dokładnej redakcji. Mam wrażenie, że to jakaś przypadłość debiutantów, niemniej w książce znajduje się wiele niewnoszących nic do treści tak zwanych przeze mnie zapychaczy fabuły. Zbyt długie opisy, szczególnie między dialogami, sprawiają, że nie można wyczuć płynności rozmowy między postaciami. Zbyt długie i nieznaczące opisy momentami mnie przynudzały i odbierały radość czytania. Nie rzutuje to jednak na odbiór całej historii, ponieważ ta jest dość wciągająca i intrygująca.



Uważam, że przed autorką jeszcze praca, powinna udoskonalić styl, ale potencjał w kreowaniu wątków jest duży, autorka również potrafi wzbudzać emocje, więc uważam, że drobne szlify warsztatowe i będzie perfekcyjnie.



Dwanaście warunków Pani prezes to powieść o mocnym zabarwieniu erotycznym. Niestety muszę to przyznać, że Marta — główna bohaterka — do złudzenia przypominała mi damską wersję Greya. Ja wiem, że jest wiele innych erotyków, ale w tym widać mocną inspirację Pięćdziesięcioma twarzami Greya... motyw z pokojem erotycznym, gdzieś tam ukrytym we wnętrzu mieszkania, skłonność do seksu BDSM. Uważam, że gdyby nie te złudne podobieństwo do znanego Szarego książka mogłaby być jeszcze fajniejsza. Autorka sporo namieszała w fabule, rzucała bohaterom kłody pod nogi i potrafiła wzbudzić emocje życiem bohaterów — przyznam szczerze, że wolałabym przeczytać dobry romans erotyczny między dojrzałą kobietą i młodym chłopakiem, niż odwróconą wersję Christiana.



Książka miała swoje gorsze i lepsze momenty, były sceny, przy których myślałam, że przecież to już wszystko było, znane, oklepane. Ale zdarzały się również takie, które mnie ciekawiły, wciągały i pokazywały, że jak autorka chce wykazać się kreatywnością, to potrafi. Dlatego uważam, że w Marcie Mildzie drzemie potencjał, najważniejsze, żeby potrafiła go dobrze wykorzystywać. Z pewnością jeszcze sięgnę po książki autorki, jeżeli tylko zdecyduje się na kolejne wydania. Czy polecam? Uważam, że musicie się przekonać na własnej skórze, bo może to, co dla mnie było oklepane i nieciekawe, w was wzbudzi emocje? Książka nie jest jakimś totalny gniotem, który będę odradzała wszystkim, jest zwyczajnie w miarę dobra i nie żałowałam czasu z nią spędzonego.



Dwanaście warunków Pani Prezes

Marta Milda
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania:11 lutego 2019
Liczba stron: 482
Muszę wiedzieć Kasia Bulicz-Kasprzak

11:36

Muszę wiedzieć Kasia Bulicz-Kasprzak




Wiele razu nazwisko autorki przelatywało mi przed oczami na rozmaitych grupach na facebooku. Nie miałam jednak okazji poznać żadnej książki pisarki. Tym razem postanowiłam sięgnąć po książkę autorki i zaznajomić się z jej piórem, czy było warto?

*Matka, córka i wnuczka: Halina, Dominika, Patrycja – trzy bliskie sobie, nieznające się kobiety.
Halina - twierdzi, że urodziła się tylko dlatego, że po śmierci Stalina została ogłoszona amnestia. Wtedy jej przyszły ojciec wyszedł z więzienia i poznał matkę Haliny. Przygnieciona ciężarem lat, wdowieństwem i utratą tych, których kochała, po wyjątkowo przygnębiającej, spędzonej w samotności Wigilii, traci ochotę do życia.
Patrycja - młoda, pełna wigoru i energii, z mnóstwem planów na przyszłość, studentka lingwistyki. Ma oddanych przyjaciół, na których zawsze może liczyć, ale czuje, że w jej życiu czegoś zabrakło.
Te dwie kobiety spotykają się przypadkiem, choć powinny od dawna być razem. Nie wiedząc, czy coś je łączy, ruszają we wspólną podróż, by poznać historię utkaną z kłamstw, półprawd i niedopowiedzeń, ale przede wszystkim, by stworzyć własną opowieść, która, choć o tym nie wiedzą, zmieni ich życie na zawsze, zbliży do poznania prawdy o nieobecnej, lecz pozostającej zawsze w centrum uwagi Dominice — zagadce dla swojej matki i córki.*



Kiedy sięgałam po tę książkę, nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać, nie wiedziałam, w jaki sposób autorka kreuje wątki i jaki jest jej styl. Pierwszy rozdziału zupełnie nie wzbudził mojego zainteresowania, wiadomo jednak, że pierwsze strony bywają żmudne, autor musi dokonać ekspozycji postaci. Halina na początku nie wzbudziła mojej sympatii, choć już po kilku stronach było mi jej zwyczajnie bardzo żal. Niestety przykładem tej bohaterki autorka, pokazuje, że takie osoby są. Samotność to najgorsze co może nas w życiu spotkać. Najbardziej przykrym faktem w historii pani Haliny jest fakt, że tak naprawdę nie jest sama, ma syna, wnuki... niestety mieszkają za granicami państwa i nie mają czasu dla starszej pani. Pierwsze rozdziały opowiadające nam o pani Halinie zmusiły mnie do refleksji i wiedziałam już, że to książka, którą zapamiętam na dłużej. Jest ważna!

A do tego niesamowicie wciągająca.

Szybko również poznajemy Patrycję, która pojawia się tak naprawdę znikąd i miesza w fabule jak mało kto. Akcja nabiera prędkości, a wydarzenia zmuszają czytelnika do zaangażowania. Dałam się wciągnąć! Nie sądziłam, że kiedykolwiek powieść obyczajowa wciągnie mnie do tego stopnia, jeżeli nie mogłam czytać, to ciągle myślałam o fabule, nie mogłam doczekać się chwili, w której do niej wrócę. To było coś niewiarygodnego.

Autorka zaplątała w całą opowieść dość ciekawą zagadkę i to właśnie ona robiła całą robotę, wzbudzała emocje i przyspieszała bicie serca. Powieść niejednokrotnie mnie zaskakiwała zwrotami akcji... czegoś takiego jeszcze nie czytałam i jestem niemal pewna, że ta książka znajdzie się na mojej liście ulubieńców, a autorka jest dla mnie odkryciem roku.

Muszę wiedzieć to zawoalowana historia o kobietach, które są teoretycznie dla siebie najbliższymi osobami w życiu, a jednak nic zupełnie o sobie nie wiedzą. To niezwykła opowieść, w którym można odkryć ważne wartości, a bohaterowie poprzez szukanie swoich korzeni dążą do poszukiwania samych siebie. Samotność i brak spójności w życiorysie nie pozwala im dalej normalnie funkcjonować. Zachęcam do poznania tej historii, a gwarantuje, że przeżyjecie przy niej niewiarygodną przygodę!



Muszę wiedzieć
Kasia Bulicz-Kasprzak
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 4 lipca 2019
Liczba stron: 352
*Opis pochodzi od wydawcy
Na dobre i na złe Magdalena Trubowicz

11:18

Na dobre i na złe Magdalena Trubowicz




To moje pierwsze spotkanie z autorką, nie czytałam wcześniej nic spod jej pióra, ale miałam wielką ochotę na poznanie stylu autorki. Gdy tylko zobaczyłam książkę o tytule zbliżonym do tego z mojego ulubionego serialu, nie mogłam przejść obok obojętnie.

*
Jedna kamienica, dwa mieszkania, sześcioro przyjaciół – niech nie zmyli Was ten scenariusz, takiej książki jeszcze nie było!
Kłócimy się, wyzłośliwiamy, ale przede wszystkim rozmawiamy. Spędzamy ze sobą mnóstwo czasu. Szukamy swoich drugich połówek i pomagamy w tych poszukiwaniach innym. Jesteśmy przyjaciółmi. Wiemy, że możemy na siebie liczyć, jesteśmy dla siebie wsparciem i będziemy ze sobą zawsze – na dobre i na złe.
Bo przecież najlepszych przyjaciół poznaje się w kamienicy!
Przezabawna seria o grupie przyjaciół, których połączył wspólny adres i to samo poczucie humoru. Poznajcie Cypiska, Alicję, Krzyśka, Igę, Karolinę i Karola i dajcie się zaskoczyć – to historia inna niż wszystkie!



Sięgając po tę książkę, liczyłam na lekką niewymagającą lekturę, która idealnie sprawdzi się jako relaks po codziennych obowiązkach. Nie zawiodłam się! Książka czyta się niemalże sama, jest napisana wyjątkowo prostym i przyjemnym stylem. Może nie przewraca się kartek ze zniecierpliwieniem w oczekiwaniu, co wydarzy się dalej, bo fabuła jest dość stateczna, ale z zaangażowaniem śledzi się losy bohaterów i kibicuje im bardziej lub mniej.

Humoru w powieści nie brakuje, w niektórych momentach tylko delikatnie się uśmiechałam, w innych śmiałam się w głos, nie mogąc się powstrzymać. Historia jest świetną rozrywką i ukazuje życie z tej przyjemniejszej strony, wszak wiadomo, że śmiech to zdrowie.

Na dobrą książkę poza lekkim stylem składają się również postacie. Tutaj dostajemy pełną gamę różnobarwnych postaci, każdy z bohaterów charakteryzuję się inną charyzmą. Nie sposób ich nie polubić, ja czytając, czułam się, jakbym spotkała przyjaciół, którzy się wspierają, ale również takich, którzy potrafią świetnie się bawić w swoim towarzystwie. Każdy z nas zasługuje na taką zgraną paczkę znajomych.

Na dobre i na złe to pierwszy tom z serii Przyjaciele. Ja z pewnością sięgnę po kolejne powieści, powiem więcej, styl Magdaleny Trubowicz tak bardzo przypadł mi do gustu, że muszę nadrobić poprzednie książki autorki. Takich polskich pisarzy nam potrzeba!



Na dobre i na złe
Magdalena Trubowicz
Cykl: przyjaciele (tom 1)
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania3 lipca 2019
Liczba stron: 320
* Opis pochodzi od wydawcy
Odcień północy L.J Shen

17:04

Odcień północy L.J Shen




To moje drugie spotkanie z autorką. Pierwsze nie było udane, Intryga mi się nie podobała i po resztę cyklu nie sięgnęłam. Postanowiłam dać jednak szansę pisarce w innej książce...

*
To miało być łatwe. Potrzebowałam pieniędzy. On potrzebował opiekunki, która powstrzyma go przed zaćpaniem się na śmierć. Zostałam wybrana specjalnie dla niego. Jestem odpowiedzialna. Optymistyczna. Ciepła. Niewinna. Powinnam być mądrzejsza. Alex Winslow. Brytyjska gwiazda rocka. Seryjny łamacz serc. Casanova o oczach w kolorze whiskey. „Nie zbliżaj się do diabła w skórzanej kurtce. On cię wykorzysta i zostawi”. I wiecie co? Nie posłuchałam. Podpisałam umowę. Trasa koncertowa po całym świecie. Trzy miesiące. Cztery kontynenty. Sto występów. Nazywam się Indigo Bellamy i zaprzedałam duszę wytatuowanemu bóstwu. Problem w tym, że Alexowi Winslowowi moja dusza nie wystarczyła. Wziął również moje ciało. A potem serce. Zabrał mi wszystko.


Nie wiem, od czego mam zacząć, czytałam tę książkę tak długo, jak jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło. Pierwsze zdania już mnie odrzuciły, sugerując mocno wulgarną książkę, nie jestem specjalnie pruderyjna, ale też nie lubię przesady, jeżeli chodzi o słownictwo i zachowanie bohaterów. Rozumiem, że to książka o gwiazdorze rocka, i wiele mogę takiej fabule wybaczyć. Jako że lubię muzyków, lubię rockowych chłopaków, dawałam tej historii kolejne szanse... na marne.



Fabuły mnie nudziła, nie mogłam się wciągnąć w problemy bohaterów... To dziwne, bo w książce mamy specyficzną miłość, walkę z nałogiem, rozterki. Plan był rewelacyjny, ale wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Autorka nie potrafiła wzbudzić we mnie emocji, nawet jak pisze coś, co powinno mnie poruszyć, to pisze to w taki suchy sposób, pozbawiony uczuć. Do mnie nie trafia i nie sądzę, że jeszcze kiedyś dam szansę tej autorce, pomysły na książki może i ma intrygujące, ciekawe, ale we mnie nie potrafi wzbudzić emocji, nie przemawia do mnie styl kreowania jej postaci. Wszystko jest wymuszone, a bohaterowie papierowi do granic możliwości.

Książka wciągnęła mnie dopiero w drugiej połowie, coś tam zaczęło się więcej dziać, ale nie na tyle, żebym z zapartym tchem śledziła kolejne losy. Byłam wręcz zmęczona tą historią i nie potrafiłam jej docenić, nawet, wtedy kiedy autorka z całych sił starała się kreować ciekawe wątki — mnie nie ciekawiły.

Nie kwestionuję tego, że Odcień północy może się podobać. Historia nie jest tragiczna, choć mnie zupełnie nie zaskoczyła. Zbudowana na schematach, bez polotu, bez emocji... ja żałuję, że dałam autorce kolejną szansę, wiem jednak, że to była ostatnia i więcej po powieści spod pióra l.J Shen nie sięgnę.




Odcień północy
L.J. Shen
Tłumaczenie: Sylwia Chojnacka
Wydawnictwo: Edipresse
Tytuł oryginału: Midnight Blue
Data wydania: 13 marca 2019
Liczba stron: 352
Dopóki starczy mi sił - Karolina Klimkiewicz

12:26

Dopóki starczy mi sił - Karolina Klimkiewicz




Już sporo słyszałam o książkach Karoliny Klimkiewicz, niestety do tej pory nie miałam okazji przeczytać żadnej. Dlatego też, gdy nadarzyła się okazja do poznania książki Dopóki starczy mi sił, nie wahałam się ani chwili i sięgnęłam po powieść.


*Wyobraź sobie życie, w którym ciągle musisz grać kogoś innego. Tkwisz w zaklętym kręgu przemian: co trzy miesiące nowe imię i nazwisko, nowy kolor oczu i włosów, nowe plany na przyszłość, nowe mieszkanie...



Zola Henderson i jej ciotka Camilla wiedzą, jak to jest, gdy tracisz tożsamość. Od siedmiu lat razem uciekają przed demonami przeszłości. Wcielając się w coraz to inne osoby, nie posiadają niczego na stałe, a ich życie jest jedną wielką iluzją.



Wszystko zaczyna się zmieniać, gdy przeprowadzają się do małego, nadmorskiego miasteczka. Jonesport okazuje się ich przekleństwem, ale i jedyną szansą na odzyskanie wolności. Jak wysoką cenę będą musiały zapłacić za przywrócenie swojego prawdziwego „ja”?



*



Nie żałuję, że dałam szansę tej autorce, książka była naprawdę dobra, inna niż wszystkie, a to się chwali. Karolina Klimkiewicz stworzyła opowieść na granicy new adult a thrillera. Od początku miesza, nie wyjaśnia nic i sprawia, że czytelnik z wypiekami na twarzy i z zaangażowaniem śledzi kolejne poczynania bohaterów. Autorka nie podaje wszystkich wyjaśnień na tacy, zwodzi czytelnika i dawkuje emocje, odkrywa karty, powoli najlepsze zostawiając na sam koniec.





Bohaterki co jakiś czas muszą uciekać z miejsca zamieszkania, zmieniają tożsamość i wygląd. Wtapiają się w społeczeństwo i maskują każdego dnia. Dla mnie ten wątek był czymś głębszym niż tylko sensacja mająca wzbudzać emocje. Uważam, że wątek sensacyjny, bohaterek, które zmieniają ciągle miejsce zamieszkania i dostosowują się do nowego otoczenia, jest metaforą codziennego życia. Czyż my nie zakładamy masek? Nie staramy się wtopić w otoczenie, nie usiłujemy się odnaleźć w nowym miejscy, w nowej szkole, na studiach w pracy? Dla mnie tutaj zostało to tak idealnie pokazane, choć być może interpretuję to nad wyraz... ale wiecie, ja tak lubię, szukać w książce ponad to, co napisane. I cieszę się, że Karolina Klimkiewicz umożliwiła mi poddać się refleksji, choć być może nie miała tego w planie.



W książce znajdziemy też ważne wątek przemocy. Nie mogę o nim zbyt wiele mówić, ale był to jeden z tych wątków, w których czuła wiele emocji. Autorka opisała niektóre sceny z takim zaangażowaniem i włożyła w nie tak wiele emocji, że jedyne, co mogę powiedzieć, to chapeau bas! Z pewnością jeszcze nie raz sięgnę po książki autorki, bo pokazała mi, że potrafi pisać dobre książki!



W powieści mamy również wątek miłosny. Miły, pełen ciepła... w książce Klimkiewicz to naprawdę miłość, która nie powinna się wydarzyć. A wszystko to przez przeszłość bohaterki, która drepcze jej po piętach i z każdym dniem pochłania kawałek po kawałeczku w ciemność...



Jeżeli szukacie dobrej książki polskiej autorki, to właśnie ją znaleźliście. Książka pełna emocji, mnie zmusiła do refleksji, pokazała mi wyjątkowo ciepłą pierwszą miłość, niezwykłą przyjaźń i problemy, które dotykają stanowczo zbyt wielu ludzi...




Dopóki starczy mi sił

Karolina Klimkiewicz
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 10 lipca 2019
* Opis pochodzi od wydawcy
Płonąca namiętność K. Bromberg

06:29

Płonąca namiętność K. Bromberg




Po naprawdę rewelacyjnej lekturze książki W kajdanach miłości nie mogłam się doczekać, kiedy przeczytam kolejny tom o kolejnym bracie. Czy przystojny pan strażak, skradł moje serce?

*
Dylan McCoy jest utalentowaną autorką tekstów piosenek. Wielokrotnie się sparzyła. Na swoim mężczyźnie, który okazał się kłamliwym dupkiem. Na umowie z wytwórnią, która zmusiła ją do dalszej pracy z tymże kłamliwym dupkiem. Na własnej agentce, która zamiast przyjąć do wiadomości fakty i spróbować jakoś pomóc jej się pozbierać, nalegała, aby Dylan nadal udawała szczęśliwą kobietę w trwałym związku. Dopiero wyjazd do Sunnyville ma przynieść wytchnienie. Dylan postanawia nie narażać się na kolejne rozczarowanie i dać sobie na dłużej spokój z facetami. I wtedy poznaje swojego współlokatora. To Grady Malone, który jest szczególnym mężczyzną...
Oboje przez pewien czas muszą dzielić jedno mieszkanie. Oczywiście najbezpieczniej byłoby, gdyby pozostali dla siebie tylko współlokatorami. Iskra zauroczenia pada jednak na podatny grunt. Z początku nic wielkiego się nie dzieje. Dopiero pewna nieoczekiwana wizyta sprawia, że temperatura niebezpiecznie wzrasta... a ryzyko pożaru rośnie. Od tej chwili emocji będzie coraz więcej! Przekonasz się, że bardzo łatwo jest utracić kontrolę nad ogniem, a miłość ma cudowną moc, która chroni przed zranieniem i pomaga uleczyć najgorsze oparzenia!*

Książka może i oparta na typowym schemacie romansów. On z przeszłością, z demonami, z którymi nie potrafi się uporać. Cięgle obwinia się o śmierć przyjaciela. Ona usiłuje się podnieść po życiowych porażkach i rozczarowaniach, także tych w sferze miłosnej. Oboje są dla siebie jak aloes na skaleczenia. Jednak autorka podała tę opowieść na srebrnej tacy i pomimo tego, ze schemat jest tutaj wyczuwalny, to jednak nie sposób odejść od książki i zostawić bohaterów choćby na chwilę samych.

Muszę jednak przyznać, że ten tom jest minimalnie słabszy od swojego poprzednika, ale tylko i wyłącznie dlatego, że ja lubię naprawdę silne i trudne emocje a W kajdanach miłości właśnie takie dostałam, miałam swój temat, który choćby powielany milion razy zawsze mnie dotknie. Tutaj było dobrze przyjemnie, również nie zabrakło emocji, momentami ciepło innym razem wręcz gorąco, ale jednak pierwszego tomu ta historia nie przebiła.



Niemniej uważam, że Bromberg i tak dała radę, bo lekturze książki Mój zawodnik nie sądziłam, że jeszcze kiedyś książki autorki mnie zachwycą i sprawią, że spędzę z nimi przyjemne chwile. Seria Życiowi bohaterowie jest taką serią, po którą sięga się z przyjemnością. Są to opowieści w sam raz na jeden wieczór i choć momentami wzbudzają emocje, to jednak nie przytłaczają.

Płonąca namiętność to dobrze napisany romans, ze wszystkimi aspektami, które dobry romans powinien zawierać. Wyjątkowa miłość, która rozczula, dodaje skrzydeł i udowadnia, że kochając można więcej... bo miłość daje nam siłę nawet, wtedy kiedy w koło wszystko przestaje mieć znaczenie.

Jeżeli szukacie ciekawych, naprawdę dobrych historii romantycznych z tak zwanym pieprzykiem, to polecam serię Życiowych bohaterów, założę się, że spełni wasze wymagania.

Płonąca namiętność
K. Bromberg
Tłumaczenie: Marcin Kuchciński
Cykl: Życiowi bohaterowie (tom 2)
Wydawnictwo: Editio
Tytuł oryginału: Combust
Data wydania: 18 czerwca 2019
Liczba stron: 352
*Opis pochodzi od wydawcy
Copyright © Książko, miłości moja. , Blogger